Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

Tadeusz Gabor

Życie z pasją


- Miałem szczęście, że urodziłem się w mieście, w którym istniały naturalne warunki do uprawiania różnych dyscyplin sportowych. Rzeka Skawa była pierwszej klasy czystości i stwarzała warunki do pływania, pobliskie wzgórza i góry do jazdy na nartach. Boisko przy „Sokole” oraz błonia na Gotowiźnie były terenem różnych gier piłkarskich i zawodów lekkoatletycznych. Tam też, odbywały się pokazy modeli latających wykonanych przez uczniów wadowickiego Gimnazjum. Na pobliskich stawach, chociaż nie było wolno, jeździliśmy na łyżwach i grali w hokeja – wspomina pan Tadeusz Gabor, mieszkający w Oświęcimiu.

Nie wystarczą tylko warunki naturalne miejsca zamieszkania, by życie człowieka wypełniło się zamiłowaniem do sportu, turystyki, przyrody. Potrzebna jest ciekawość świata, wrażliwość na jego piękno i oddanie się bez reszty pasji, która wypełnia każdą chwilę życia. Jeżeli do tego posiada się zdolności plastyczne można widziane piękno przenieść na papier za pomocą farb, fotografii lub słów i płynącej prosto z serca melodii. Tak w wielkim skrócie można scharakteryzować pełne pasji życie pana Tadeusz Gabora, a przecież ważne miejsce zajmuje w nim rodzina i do niedawna praca zawodowa.

Słucham wspomnień tego pełnego ciepła i życzliwości człowieka i nadziwić się nie mogę, jak jedna osoba może robić w życiu tyle rzeczy, wypełnić je pasjami, którymi można by obdarzyć kilka osób. Dziś, gdy ciągle na nic nie ma czasu, wydaje się to niewiarygodne!

Przede wszystkim sport


Warunki fizyczne, charakter i serce do sportowej rywalizacji sprawiło, że trudno mu było siedzieć w domu zwłaszcza w lecie. - Kiedy niektórzy wylegiwali się na ciepłych kamieniach, myśmy uprawiali różne „harce”, popisując się swoimi sprawnościami. Na piasku uprawialiśmy skok w dal, sznurek służył za poprzeczkę w skoku wzwyż. Rzucaliśmy płaskim kamieniem, który zastępował nam dysk. W domu wykonałem sobie z dwóch doniczek zabetonowanych na drążku prowizoryczną sztangę. Dyscypliną sportową, której pan Gabor poświęcił 15 lat życia była piłka nożna. Najpierw grał w szkolnej drużynie. Później ten rekreacyjno - zabawowy sport w szkole średniej przerodził się szybko w sport klubowy, wyczynowy. Dzięki wrodzonej szybkości grał na pozycji prawoskrzydłowego najpierw w drużynie „Skawy”, później jako student reprezentował AZS Kraków. Po skończeniu studiów był zawodnikiem w andrychowskim „Beskidzie”, a potem w K.S. Unia Oświęcim. Po tamtym czasie zostało w domowym archiwum mnóstwo dyplomów, wyróżnień i artykułów w lokalnej prasie. Nazywano go „postrachem obrońców”, „bramkostrzelnym skrzydłowym”. - Uprawiałem dla przyjemności różne dyscypliny sportowe, sukcesy odnosiłem również w tenisie stołowym, który był doskonałym uzupełnieniem kondycyjnym do piłki nożnej. Wraz z upływem czasu, sport w moim wykonaniu zmieniał się z wyczynowego w turystyczny. Jeszcze przez wiele lat „kopałem” ulubioną piłkę w trakcie różnych zawodów organizowanych dla „starszych panów”. Powoli jednak piłkę zamieniałem na narty, które umożliwiały mi kontakt z zimowym krajobrazem.

Pierwsze doświadczenia narciarskie zdobył na Leskowcu, gdzie na północnych stokach śnieg utrzymywał się do maja. Później przyszedł czas na Bieszczady – udział w rajdach narciarskich organizowanych przez PTTK z Oświęcimia.

i fotografia...


Nieodłącznym atrybutem turystycznych wypraw był aparat fotograficzny, gdyż fotografia stała się dla niego nową pasją. Z zaangażowaniem utrwalała piękno zimowego krajobrazu. Efektem tego były wystawy fotograficzne, na których zdobywał wyróżnienia, dyplomy i nagrody. Fotografował nie tylko przyrodę, ale i zabytki architektoniczne, ludzi. Zdjęcia wysyłał na międzynarodowe wystawy. Pamiątką po nich są katalogi m.in. z Berlina, Bukaresztu, Stuttgartu.

W 1966 r. wygrał konkurs fotograficzny pt. „Ziemia wadowicka w obiektywie”, a cztery lata później dostał III nagrodę w takim samym konkursie. W 2005 r. w wadowiczanie „mogli zobaczyć wystawę fotograficzną, na której prezentował swoje najciekawsze zdjęcia.

Malarstwo


Zamiłowanie do rysowania pojawiło się już w szkole. Jego zeszyty były estetycznie prowadzone, ozdobione kolorowymi rysunkami. Profesorowie w gimnazjum zauważyli uzdolnienia ucznia i zachęcali go do rysowania. Dlatego później po maturze wybrał architekturę.

- Malować zacząłem już na emeryturze – mówi pan Tadeusz, wyciągając z teki swoje prace. Rozkłada je na podłodze, jest ich tyle, że wkrótce podłoga pokryta jest szczelnie malowniczymi dolinami, skąpanymi w zachodzącym słońcu polanami, pokrytymi śniegiem pagórkami, cichymi jeziorami, w których odbijają się drzewa, przydrożnymi kapliczkami... Trudno oderwać wzrok od obrazów. Każdy z nich wiąże się z innym wspomnieniem – a to z wakacji w Bieszczadach, a to z odwiedzin w Wadowicach – znajome pagórki, zabudowa miasteczka z charakterystyczną wieżą kościelną.

– W 1999 r. obchodziliśmy 50 rocznicę matury. Ktoś podsunął myśl, żeby z tej okazji podarować pamiątkę Ojcu Świętemu. Namalowałem kiedyś akwarelę z widokiem na wadowicki kościół od strony Choczenki. Koledzy zredagowali pozdrowienia dla Jana Pawła II, złożyliśmy podpisy i za pośrednictwem ks. biskupa Dziwisza przekazaliśmy Adresatowi. Za parę dni otrzymaliśmy odpowiedź.
Wśród pełnych zadumy krajobrazów widać portrety córek. Dużo wspomnień – na pierwszym portrecie narysowanym przez niego była piękna dziewczyna z Kalwarii, która została później jego żoną.

i pisanie wspomnień...


Przekraczając próg mieszkania państwa Gaborów wkracza się w świat pełen ciepła, a to za sprawą życzliwości i gościnności gospodarzy, pastelowych obrazów na ścianach i opowieści, które towarzyszą mojej ciekawości. Pan Tadeusz opowiada historie poszczególnych obrazów, wspomina dzieciństwo w Wadowicach, przygody na boisku, mówi o lawinie, która porwała go raz z kolegami, o niezwykłych wakacjach na Cyprze... Opowiada żywo gestykulując, z błyskiem w oku, z pasją. Ma dar narracji, plastyczny język i posługuje się nienaganną polszczyzną. Jego głos ma przyjemną barwę. Na moje zachwyty odpowiada nieśmiało, że spisał jedną ze swoich przygód na konkurs organizowany przez oświęcimską bibliotekę i zajął jedno z czołowych miejsc. Odpowiedział również na apel Stowarzyszenia Absolwentów Liceum Ogólnokształcącego w Wadowicach. Jego wspomnienia można przeczytać na stronie www.wadowita.net

Praca


Po skończeniu studiów architektonicznych na Politechnice Krakowskiej podjął pracę w Biurze Projektowym Zakładów Chemicznych w Oświęcimiu. Ponieważ od zawsze sport był jego pasją, w pracy zawodowej też nie mogło go zabraknąć. Brał udział m.in. w pracach nad projektowaniem sztucznego lodowiska, pierwszej w Polsce pływalni o wymiarach olimpijskich. – Oświęcimskie lodowisko jest mi szczególnie bliskie. Tworzyłem go od A do Z wraz z parkingiem i terenem wokół obiektu. Jako sportowiec tułający się często po szatniach wiedziałem, na co zwrócić uwagę.

Przy jego desce kreślarskiej powstawały projekty biurowców, budynków zakładowych, współtworzył wystrój wnętrz kawiarni, domów wczasowych. Projektował tez kaplicę w Brzezince mieszczącą się w budynku dawnej wartowni i budynki sakralne dla ojców franciszkanów w Harmężach. Wiele projektów powstało społecznie, bo praca zawodowa też była pasją, którą trudno było wykonywać w sztywnych godzinach urzędowania biura projektów. – Nigdy nie miałem czasu zarabiać pieniędzy, zawsze pracowałem głównie społecznie – śmieje się pan Tadeusz.

i po pracy...


Nigdy nie odmówił, jeśli proszono go o zaprojektowanie dyplomów, kart okolicznościowych, zaproszeń na różnego typu imprezy. Tworzył projekty okładek, stemple, winiety, znaczki okolicznościowe do wpięcia, exlibrisy dla biblioteki. Zaprojektował kilkadziesiąt znaczków upamiętniających złazy i rajdy turystyczne organizowane przez PTTK.

Wywiad przeprowadziła Renata Krauzowicz w 2008 r.



Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego. Wszystkie prawa zastrzeżone.