Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

ks. Edward Staniek (Kraków)

Świadectwo o bł. Janie Pawle II


Moje słowa o bł. Janie Pawle II ujmuję w dwu punktach. W pierwszym odpowiadam na pytanie, jak on pomógł mi w odczytaniu woli Ojca niebieskiego. W życiu to jest najważniejsze, bo skoro Bóg mnie stworzył, to mnie potrzebuje w każdej minucie. Wyznacza mi miejsce i czas wykonania Jego woli. Karol Wojtyła jako biskup Krakowa pomógł mi w rozpoznaniu i wykonaniu woli Ojca. W drugim punkcie odsłonię go jako mojego nauczyciela. W spotkaniu z nim udoskonaliłem pewne umiejętności cenne w życiu.

Przekaziciel woli Ojca


Zostałem ochrzczony przy tej samej chrzcielnicy co i on. Jak montowano tablicę na jego pamiątkę, z uśmiechem prosiłem proboszcza, by pozostawił nieco miejsca na ścianie, bo i ja będę dziękował za chrzest w Wadowicach. Urodziłem się w Rzeszy Niemieckiej, bo wówczas jej granica przechodziła przez Wadowice i była oparta o rzekę Skawę. Biskup Karol Wojtyła udzielił mi sakramentu bierzmowania, który daje wyjątkowo cenne wyposażenie potrzebne do osiągania dojrzałości w duchu Ewangelii. On tez udzielił mi sakramentu kapłaństwa w katedrze na Wawelu. Pamiętam dobrze jeden szczegół w obrzędzie święceń. Ujął me złożone ręce w swoje, i długo – w wielkiej ciszy – spoglądaliśmy sobie w oczy. Po chwili postawił mi z dużym naciskiem pytanie: „Czy przyrzekasz mnie i moim następcom posłuszeństwo?”. Odpowiedziałem : „Przyrzekam”. Klerycy w drodze z Wawelu komentowali to wydarzenie jednoznacznie odczytując, że Arcybiskup Karol Wojtyła ma poważne wątpliwości co do mojego posłuszeństwa. Nie należałem do uległych kleryków, więc się nie dziwiłem, że miał takie obawy. Ale mimo zastrzeżeń przełożonych, on udzielił mi święceń. Odtąd wola Boga była już dla mnie wytyczona na całe życie, bo kapłaństwo to nie zawód, który można zmieniać, ale robota zlecona wprost przez Boga i mająca na uwadze nie cele doczesne, ale cel prawdziwego szczęścia tysięcy ludzi tak na ziemi, jak i w wieczności. Po roku parafii wysłał mnie na studia, wyznaczając kierunek. Zrobiłem magisterium i licencjat z teologii sięgając do dzieł Ojców Kościoła, czyli pisarzy chrześcijańskich pierwszych ośmiu wieków. Następnie Kardynał Wojtyła wysłał mnie na studia do Paryża do o. J. Danielou. Po drodze w Rzymie miałem zawał serca. Po czterech miesiącach po zawale, w marnym stanie zdrowia przez Paryż wróciłem do Krakowa. Kilka miesięcy się leczyłem, a ks. Kardynał polecił mi pisać doktorat na Wydziale Teologicznym w Krakowie. Obroniłem i poszedłem do Niego, aby mu przedstawić, że nie widzę się jako naukowiec. Jeśliby to było moje powołanie, to bym siedział w Tyńcu jako benedyktyn, bo tam jest czas na studia. Podałem kilka argumentów, chcąc wrócić do normalnej duszpasterskiej pracy. Wysłuchał, uznał, że argumenty są przekonywujące. Z radością wychodziłem od niego, a wówczas on przy drzwiach, gdy już ująłem klamkę, zatrzymał mnie za rękę i powiedział: „Ale habilitację napiszesz?” Odpowiedziałem, że dla mnie to nie jest problem, bo warsztat naukowy znam, ale życia nie zamierzam poświęcić nauce. Powiedział spokojnie: „Napisz, a reszta w rękach Boga”. Dla mnie, skoro znam prawo posłuszeństwa Bogu, sprawa była jasna. Napisałem, on już był wtedy papieżem. Zostałem na uczelni i prowadziłem zajęcia, kładąc nacisk nie tylko dobrą komunikację na wykładach, ale i na uczniów piszących prace magisterskie i doktorskie, aby im przekazać metodę logicznego myślenia i precyzyjnego mówienia. Miałem wyjątkowo wielkich i wspaniałych uczniów. Wielu z nich pobiło mnie na głowę i już dokonało wielkich dzieł. To było moje zadanie, wola Ojca, przekazana przez mego biskupa Karola Wojtyłę. W 1990 roku otrzymałem od niego piękne zdjęcie z napisem: Drogiemu księdzu Edwardowi na 25 lecie kapłaństwa z serdecznym błogosławieństwem Jan PawełII(8.04.1990) Dla mnie w tym błogosławieństwie zawarł wszystko, czym mnie darzył.

Mistrz


Kilka zdań na temat tego, czego nauczyłem się patrząc na Karola Wojtyłę jako mego biskupa. Wykładał mi na II roku principia, czyli zasady prawa natury. Na egzaminie pytał mnie: voluntarium est id…odpowiedziałem po polsku. Drugie pytanie: metus est id odpowiedziałem po polsku. Zapytał „Po łacinie się nie dogadamy?”. Odpowiedziałem, że nie, bo ja będę ludzi uczył po polsku, a nie po łacinie. Zanotował ocenę – bene, czyli dobrze, a w nawiasie dla rektora Seminarium napisał ( uparty), sygnalizując jeden z rysów mego charakteru. Odczytałem to po latach, jak byłem rektorem i miałem dostęp do archiwum Rektoratu. Napisał prawdę, ale moim zdaniem jak człowiek nie jest uparty, to nic w życiu nie zrobi. Nie mam o to do niego najmniejszych pretensji, bo faktycznie byłem i jestem uparty. Był geniuszem w wykorzystywaniu czasu. Potrafił żyć chwilą obecną, bo na tym polega ta umiejętność. Bardzo się spieszył, schodziłem z nim po schodach do samochodu. Postawiłem mu pilne pytanie. Zatrzymał się na minutę i odpowiedział. Ale w tej minucie nie było cienia pośpiechu. Tak odpowiadał, jakby miał do dyspozycji godzinę. Inny przykład: przychodzę do niego i mam pięć pytań. On siedząc liczył na palcach: pierwsze…drugie…piąte…Następnie stawiał pytanie: „Jak możecie rozwiązać pierwsze?”: odpowiedziałem. On krótko: „zrobić”. Drugie, podobnie – „zrobić”. „Na trzecie dam wam odpowiedź za dwa dni”, bo muszę porozmawiać z innymi. Z czwartym proszę iść do ks. Bp Smoleńskiego, on to załatwi. Piąte? Ja odpowiadam, jakie jest moje zdanie i w odpowiedzi słyszę słowo – ‘ zrobić’. Uśmiech na jego twarzy, wstaje i mówi mi: ” Gdyby ludzie tak załatwiali sprawy, to bym obsłużył kilka razy więcej osób”. Podziękowałem, on też. Wszystko trwało 5 minut.

Mistrz w organizowaniu odpoczynku. Kilka razy byłem proszony na taki wyjazd po obiedzie na pół dnia. To były długie spacery po lesie. Rozmawialiśmy na temat mojego doktoratu, w którym odsłaniałem wizje Kościoła św. Pawła i wizję komentatora jego listów Ambrozjastra, autora z IV wieku. Ta rozmowa trwała ponad godzinę. Byłem tylko raz u Jana Pawła II w Watykanie, bo za bardzo ceniłem Jego czas. Przy stole wspominał, że pamięta ten spacer i nasza rozmowę, podając jej tematy. Zaznaczył, że mam szczególne szczęście w obcowaniu z Ojcami Kościoła. Wówczas czytał działa św. Grzegorza Teologa, przygotowując wizytę w Konstantynopolu. Odpowiedziałem, dziękuję że Ojciec święty mnie do nich wysłał, bo sam bym się nigdy nie zdecydował. Przy wielkiej ilości zajęć zawsze znajdował czas na odpoczynek.

Dziś jesteśmy świadkami, jak wartościowi ludzie padają z powodu zmęczenia, bo nie znają wartości odpoczynku i nie umieją odpoczywać. Odpoczynek jest wolą Ojca niebieskiego, a św. Teresa Wielka postawiła go przed modlitwą. Bo jak człowiek zmęczony, to ani modlitwa, ani praca nie będą dziełem udanym. Uczyłem się u niego sztuki odpoczywania. Karol Wojtyła miał podział uwagi. Potrafił uczestniczyć w sympozjum i słuchając referatów, odpisywać na korespondencję. Do południa redagował 50 listów. Listy były gotowe, a jego podsumowanie referatów tak idealne, jakby tylko w nich uczestniczył. Podwójna uwaga to też cenna umiejętność w życiu. Uczyłem się tego jako dziecko, w ciasnym jednopokojowym mieszkaniu, ale z radością odkryłem, że można tę umiejętność doskonalić tak, jak kardynał Wojtyła.

Kochał człowieka takiego, jaki jest. Jako kleryk powiedziałem mu, ze tata pozwolił mi całować w rękę tylko mamy i Ojca świętego. Odtąd ks. Kardynał, gdy mi podawał rękę, przyciągał moją głowę do swego ramienia. Kiedy byłem w Watykanie na spotkaniu liczącym ok.5o osób przechodził i podawał rękę. Podszedł do mnie, ale po 14 latach mnie nie poznał. Pyta ks. kardynała Franciszka, a to kto? – ks. Staniek. Papież uśmiecha się i przyciska moją głowę do swego ramienia. Mówi: „Edziu, co tydzień czytam twe artykuły w Źródle”. Zatrzymał się przy mnie tak długo, ze uczestnicy audiencji obliczyli, iż wszystkim pozostałym razem wziętym poświęcił tyle czasu co mnie.

Dla mnie to był autentyczny mężczyzna, którego autentyzmu nie naruszyły żadne honory, a był nimi obsypany jak nikt inny na ziemi. Był sobą zawsze i wszędzie. Takiego znałem i z takim utrzymuję kontakt, składając obecnie w jego dłonie trudne sprawy ludzi, wobec których jestem bezradny. Święty uczestniczy w życiu Kościoła i spieszy z pomocą tam, gdzie są poranieni.

To moje krótkie świadectwo. Można mówić wiele, ale niech to wystarczy, bo boję się, że w świadectwie będzie więcej o mnie ni ż o nim, a wtedy to już nie jest świadectwo.

2012 r.


Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego. Wszystkie prawa zastrzeżone.