Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

Ks. Franciszek Ślusarczyk (Kraków)

ABP JÓZEF BILCZEWSKI KOCHAŁ MŁODZIEŻ

W zaproponowanym mi temacie pojawiło się stwierdzenie, że „Arcybiskup Józef Bilczewski kochał młodzież”. Trudno temu zaprzeczyć, skoro był uczniem tej szkoły – o tak bogatej tradycji, a później on sam zapisał ważne oraz piękne karty historii i doszedł do chwały świętych! Warto jednak zapytać, w czym ta miłość do młodych się objawiła? Jak wyglądała jego młodość, czy będąc później metropolitą ogromnej diecezji lwowskiej miał czas, by myśleć o problemach szkoły, a przede wszystkim jakie przesłanie płynie od niego dla nas, mimo upływu 130 już lat od jego matury oraz pobytu w murach tej szkoły, która w minionych latach wykształciła już wiele szlachetnych postaci?!

1. Trudne warunki wezwaniem do większego wysiłku

Dzieciństwo i młodość Józefa nie należały do łatwych. Pochodził z wielodzietnej rodziny mieszkającej w Wilamowicach. Mając ośmioro rodzeństwa od najmłodszych lat uczył się szacunku dla rodziców i bliskich, wdzięczności względem Pana Boga, rzetelności w pracy oraz współpracy z innymi. Specyfika rodzinnej miejscowości, w której językiem urzędowym był język niemiecki, w kościele młody Józef uwielbiał Pana Boga po polsku, zaś z bliskimi rozmawiał w dialekcie flamandzkim, stawiała mu już od dzieciństwa wysokie wymagania. Trzy klasy szkoły powszechnej ukończył w rodzinnej wiosce, kolejny rok w pobliskich Kętach, zaś ośmioletnie gimnazjum aż do matury to czas pobytu w Wadowicach; czas, który zadecydował o jego przyszłości.

Nie mamy wielu świadectw z tego okresu jego życia, ale biografowie zauważają, że był chłopcem bardzo żywym, stąd za psoty ojciec musiał go nieraz skarcić, ale oprócz nauki pomagał również rodzicom w pracach domowych i pracy na roli. Wspaniałe wyniki w nauce osiągnął dzięki niezwykłej pracowitości, dlatego rodzice mimo skromnych warunków materialnych zdecydowali się, by umożliwić mu dalszą naukę. Mieszkając na stancji był zmuszony uczyć się się w ciągu dnia lub przy świetle ulicznej lampy, której promienie oświecały nieco wnętrze pokoju, bo rodziców było stać tylko na jedną świeczkę dziennie, zaś nauki z upływem kolejnych lat było coraz więcej. Umiał jednak tak organizować sobie czas, że w ostatniej klasie na utrzymanie dorabiał sobie udzielaniem korepetycji, a maturę w 1880 roku zdał z wyróżnieniem. Owocny pobyt w Wadowicach otwarł mu drogę do Krakowa na Uniwersytet Jagielloński, a później na dalsze studia do Wiednia, Rzymu i Paryża.

2. Troska o to, by młodzież pokochała mądrość

Do pełnego rozwoju człowieka potrzebna jest nie tylko wiedza, którą można zdobyć na lekcjach, lecz prawdziwa mądrość. W umysł i serce młodego Józefa głęboko wpisały się domowe katechezy, które dla niego i rodzeństwa prowadziła ich szlachetna matka, posługując się ilustrowaną Biblią. Po upływie wielu lat on sam wracał z wdzięcznością do tych cennych lekcji mądrości, które stały się fundamentem na całe dorosłe życie. „Jakże wzruszające był opowiadania arcypasterskie – pisze jeden z biografów – jak jego matka brała go jako małego chłopczyka na kolana, by go wyuczyć modlitwy codziennej, jak opowiadała o Bogu i Świętych Pańskich, jak ciułała grosz do grosza celem nabycia Biblii z obrazkami, na zakup której ustawicznie nalegał mały synek, by na niej następnie objaśnić mu prawdy wiary Chrysusowej. Matka włożyła w serce swego syna podwaliny życia chrześcijańskiego, ona wrzuciła w to serce ziarna cnót chrześcijańskich, które później tak bujnie się rozrosły.” Księga Pisma Świętego stała się dla Józefa najważniejszym przewodnikiem, w którym szukał Bożego światła i odnajdywał źródło prawdziwej mądrości.

Drugim cennym źródłem mądrości dla Józefa Bilczewskiego stały się rzymskie katakumby. Po studiach w Wiedniu udał się do Rzymu, aby tam pod kierunkiem wybitnego archeologa Jana de Rossi odkrywać stopniowo tajemnice katakumb. Jak wiemy w pierwszych wiekach rozwijającego się chrześcijaństwa w tych podziemnych korytarzach i kaplicach, podczas krwawych prześladowań, spotykali się uczniowie Jezusa. Tam trwali na modlitwie i celebrowali Eucharystię, aby się nie załamać wobec zorganizowanej machiny niszczenia Chrystusowej Ewangelii oraz jej wyznawców. Józef patrząc na fragmenty kamieni oraz wymowne napisy, widział nade wszystko żywych ludzi, którzy w tym jakże trudnym okresie żyli na co dzień wiarą i nauką Chrystusa. Ich szlachetne postępowanie było dla ówczesnych pogan, a nawet dla ich prześladowców – żywą Ewangelią. To był najmocniejszy argument za prawdziwością nowej „nauki z mocą”; nauki, na której warto budować swoją przyszłość.

Kiedy więc został pasterzem Kościoła we Lwowie bardzo pragnął, aby również ludzie młodzi mogli niejako dotknąć tej rzeczywistości i spotkać się z tymi odważnymi świadkami wiary. Dla młodzieży szkół średnich zorganizował pielgrzymkę, by wraz z nimi przeżywać Wielki Tydzień 1905 roku, pod przewodnictwem ówczesnego Papieża – św. Piusa X. W liście do wiernych przed wyjazdem do Rzymu wyraził on pragnienie, by młodzież ta, „pochodząca z różnych stanów, a mająca kiedyś zająć najrozmaitsze stanowiska w społeczeństwie, przez zwiedzenie miejsca świętego stała się tak silnie katolicka, by już jej nic i nigdy w życiu od zasad katolickich nie tylko nie oderwało, ale nawet w nich nie zachwiało. Chodzi o to – pisał abp Bilczewski – aby ci młodzieńcy, zwiększywszy po latach szeregi inteligencji, czy to jako urzędnicy, czy lekarze, czy nauczyciele, wszędzie jak szczerzy wyznawcy świętego Kościoła się zachowywali, a przykładem swym otoczenie swe do zasad katolickich zjednywali.

Doświadczenie tajemnicy Kościoła i spotkanie z Ojcem Świętym zapewne głęboko wpisało się w umysły i serca młodzieży polskiej, niemieckiej (pochodzącej z bukowińskiej części diecezji) oraz młodzieży ukraińskiej, która wędrowała wspólnie śladami historii, przypieczętowanej męczeńską krwią tak wielu wyznawców Chrystusa. Stąd w sprawozdaniu po pielgrzymce Metropolita Lwowski pisze do duchowieństwa i wiernych wymowne słowa: „Osiem dni byli w Rzymie. Ufamy, że chwil tam przeżytych nigdy nie zapomną, a zwłaszcza tego serdecznego, ojcowskiego przyjęcia, jakie im zgotował Namiestnik Chrystusowy. Ufajmy, że u grobu Męczenników, u trumny naszego św. Stanisława Kostki wyprosili sobie ducha męstwa chrześcijańskiego i że nim umocnieni przejdą przez życie uczciwi, ofiarni, kochający Pana Boga nade wszystko.” Z doświadczenia niedawnych lat wiemy, że chwil spotkania z Papieżem się nie zapomina. Do głębokich przeżyć i przemyśleń z lat młodości powraca się często w dorosłym już życiu.

3. Sztuka odróżnienia postępu od podstępu

Abp Józef Bilczewski był człowiekiem Bożego realizmu, dlatego chciał przygotować młodzież do odważnego brania odpowiedzialności najpierw za siebie, a później za swoich bliskich, za losy Kościoła i Ojczyzny, która w latach jego posługi pasterskiej była jeszcze pod zaborami. Miał jednak świadomość, że dalsze losy Kościoła i Ojczyzny będą zależeć w dużej mierze od mądrości jej synów i córek. Dlatego kierując pasterskie pouczenia do rodziców, kapłanów, nauczycieli i wychowawców odpowiedzialnych za nauczanie oraz wychowanie młodego pokolenia, nie zapominał o samej młodzieży. Spotykał się z nimi przy okazji różnych uroczystości, a także skierował do młodzieży specjalne listy pasterskie. W 1905 roku ukazał się list o wymownym tytule: Młodości! Ty nad poziomy wylatuj!. List ten miał charakter osobistej rozmowy, o czym Arcybiskup wspomina już we wstępie pisząc: „Młodzi moi przyjaciele! Chciałbym z każdym z was pomówić z osobna, jak ojciec, jak przyjaciel, boście wy przecież liczną i ukochaną cząstką mojej diecezji, kwiatem i szlachetną dumą Kościoła, jak powiada św. Augustyn, zarazem i całą nadzieją narodu. (…) Ale ponieważ rzeczą dla mnie niemożliwą przystąpić do każdego z was osobno, napisałem więc to pasterskie orędzie, w którym przez kilka niedziel będę razem z wami zastanawiał się nad sprawą dla was najważniejszą, bo nad pytaniem: Czym jest życie, jakie w nim mamy do spełnienia zadanie, jaki jego cel ostateczny?”

W liście tym Metropolita Lwowski w sposób pogłębiony, rzeczowy, a zarazem bardzo przekonujący, ukazuje młodzieży fałszywe teorie życia, które łudzą pozorami zdobycia łatwego szczęścia. Daleki jest od potępiania ludzi, którzy idą za nimi, ale mówi stanowczo, że kto kocha młodzież, musi ją „ostrzec przed tymi chorobliwymi prądami, jeśli nie chce dopuścić do tego, żeby ona w końcu uwierzyła, iż człowiek nie ma istotnie do spełnienia ważniejszego zadania nad brzęczenie na chwilę jak truteń po brukach ulic, po kawiarniach, teatrach – i że głównymi etapami życia są tingle, knajpy, szpital, cmentarz. Ukochani moi! - pisze do młodzieży – Wy sami osądzić potraficie, że teorie epikureizmu i pesymizmu to teorie fałszywe, brutalne, człowieka niegodne, dla społeczeństwa i zdrowego postępu, i kultury wprost zabójcze.” Podobnie teoria agnostycyzmu, negująca istnienie Boga i strefy duchowej, zmierzająca do ubóstwiania siebie, krzywdzi rozum ludzki, ograniczając zakres prawdy do sfery dostępnej jedynie zmysłom.

W jednym z wystąpień abp Bilczewski trafnie zauważa, że pomiędzy słowem „postęp”, a słowem „podstęp” jest różnica zaledwie jednej litery, ale zmienia ona całkowicie znaczenie tego słowa. Jeśli ktoś ulegnie iluzji postępu, budowanego na piasku doczesnych ideologii, w oderwaniu od prawa Bożego, wypisanego w prawym ludzkim sumieniu, sam sobie wyrządza największą krzywdę. Człowiek bowiem ze swej natury jest istotą religijną. „Obok zaspokojenia potrzeb fizycznych, naukowych, społecznych, estetycznych, towarzyskich, ludzkość – a przynajmniej jej część najlepsza – szukała zawsze Boga i życia z Bogiem. A ten popęd szukania prawdy religijnej – zauważa abp Bilczewski – był i jest dla człowieka nie czymś dodatkowym i luksusowym, jak choćby nawet na przykład literatura i sztuka, ale tkwi wprost w naturze ludzkiej.” Natury tej nie da się oszukać, zaś prawdziwy oraz pełny sens ludzkiego życia na ziemi można odnaleźć dopiero w świetle Bożego Objawienia i nauki chrześcijańskiej, które ukazują nam również perspektywę szczęścia wiecznego.

4. Odwaga patrzenia ku przyszłości

Arcybiskup Józef Bilczewski kochając młodzież nie bał się stawiać jej wysokich wymagań. Z myślą o pełnym rozwoju ich umysłów i serc napisał kolejny list pasterski pt. Charakter. Uczynił to w rzeczywistości trwającej jeszcze I wojny światowej i rodzącej się już niepodległości Polski. Pisze wprost, że „po uświadomieniu sobie nieszczęścia publicznego, jakim jest brak ludzi prawdziwie wielkich, przeszedł święty zew, którym nawołują się rodzice, nauczyciele, że na czoło wszystkich usiłowań w dziele kształcenia młodzieży należy wysunąć troskę o wyciśnięcie na jej duszy znamienia pełnego charakteru. Zawsze było to potrzebne – zaznacza Metropolita – ale dziś jest to tym konieczniejsze, kiedy naród, odzyskawszy wolność, stoi w obliczu nowych wielkich zadań dziejowych i kiedy jakość jego synów wobec strat wojną zadanych musi zastąpić ich ilość.” Dlatego pragnie przyjść z pomocą rodzicom oraz nauczycielom w trudnym dziele wychowania i kładzie nacisk na kształtowanie ludzi „o zdrowej krwi, o jasnym umyśle, o niezłomnej woli, o szlachetnych uczuciach.”

Nie mamy czasu, by szczegółowo rozważać,w jaki sposób można skutecznie kształtować swój rozum, wolę wyobraźnię oraz uczucia, i jaką w tym rolę odgrywa wiara oraz Boża łaska, ale myślę, że w sprzyjającym czasie warto sięgnąć do cennych rozważań dawnego wychowanka wadowickiego gimnazjum, który przedstawia ten problem w sposób niezwykle interesujący i wciąż aktualny. Pozwólcie, że w tym kontekście przytoczę świadectwo, jakie św. Abp Józef Bilczewski przekazał swojej młodzieży we wspomnianym liście: Młodości! Ty nad poziomy wylatuj! Pisze w nim tak:

„Było to w Rzymie podczas epoki krwawych prześladowań. Do domu wrócił ze szkoły młodzieniec lat około czternastu, pełen wdzięku i życia. Nosił jeszcze togę młodzieńczą, lamowaną szkarłatem; na szyi miał zawieszoną kosztowną bullę jak wszyscy jego koledzy patrycjusze. Przestąpiwszy próg mieszkania, oświadczył matce, oczekującej nań z tęsknotą, iż dnia nie stracił - „diem non perdidi”, bo umiał zapanować nad słusznym swym gniewem i po chrześcijańsku przebaczyć koledze, który rzucił mu w twarz obelgę. Matka uniesiona radością, iż takiego ma syna, kazała mu się przybliżyć i powiedziała: Moje dziecię, dobrze, bardzo dobrze postąpiłeś. Jesteś godnym synem męczennika Kwintyniana, który życie położył z miłości ku Chrystusowi. Dzień dzisiejszy, w którym odniosłeś takie zwycięstwo nad sobą samym, będzie ostatnim dniem twego okresu chłoięcego. Chcę cię odtąd traktować jak człowieka dojrzałego.

Potem zdjęła z szyi syna bullę, mówiąc: „Mam dla ciebie cenniejszą ozdobę, w którą cię zaraz przystroję.” I wyjęłą z bogato haftowanego woreczka malutką gąbkę, pełną krwi zasuszonej i rzekła: Widzisz moje dziecię tę relikwię? Jest to krew twojego ojca. Ja ją zebrałam z jego ran w chwili, kiedy umierając szeptał imię Jezusa Chrystusa i twoje, mój synu!

I przybliżyła gąbkę do ust syna, potem zawiesiła ją w bogatej oprawie na jego piersi i dodała: „A teraz powiedz mój Pankracyuszu, synu męczennika, spadkobierco jego krwi, która płynie w twych żyłach, której cząstkę nosisz jako relikwię, czy będziesz umiał żyć, cierpieć, umrzeć gdyby zaszła potrzeba, jak twój ojciec?” I snuje na koniec arcybiskup wobec młodzieży ważną refleksję: „W żyłach waszych i w sercu waszem płynie krew samego Chrystusa, którą przyjmujecie w Komunii świętej! Czy więc jesteście gotowi żyć, cierpieć, umrzeć w obronie ideałów, drogich każdemu synowi Kościoła i ojczyzny!”

Cały trud kształtowania swego umysłu, woli i serca zmierza do ukształtowania w sobie człowieka w pełni dojrzałego, który potrafi wziąć odpowiedzialność za siebie, a także za losy bliskich, za przyszłość Kościoła i Ojczyzny. Dlatego warto zapamiętać to stwierdzenie, które przytacza Metropolita Lwowski: „Dzień dzisiejszy, w którym odniosłeś takie zwycięstwo nad sobą samym, będzie ostatnim dniem twego okresu chłopięcego. Chcę cię odtąd traktować jak człowieka dojrzałego.” Pełna dojrzałość to także umiejętność przebaczenia, bo dopiero wówczas człowiek staje się wewnętrznie wolnym, i może z odwagą oraz nadzieją patrzeć ku przyszłości!

5. Sama młodość – wielkim bogactwem!

Józef Bilczewski w jednym z kazań snuł taką refleksję: „Na pytanie, czego dziś i zawsze narodowi najbardziej potrzeba, jest tylko odpowiedź jedna: ludzi mądrych, pracowitych, a przede wszystkim ludzi uczciwych – świętych nam potrzeba!” On nie tylko ukazywał młodzieży oraz wiernym ideał wolnego, mądrego i szczęśliwego człowieka Bożej mądrości, niezwykłej pracowitości i prawości charakteru, dlatego przed 5 laty został przez Kościół włączony do grona świętych.

Jeśli człowiek od najmłodszych lat zaprosi do swego życia Chrystusa i uczyni Go swoim Przewodnikiem, to On – jako Mistrz i najlepszy Nauczyciel – daje mu odwagę, by w trudnych warunkach stawiać sobie jeszcze większe wymagania; On pomaga w odkrywaniu mądrości na kartach Pisma świętego oraz w spotkaniu z ludźmi żyjącymi na co dzień Ewangelią; On daje światło potrzebne do tego, by odróżnić prawdziwy postęp od postępu, On też pozwala mu z ufnością patrzeć ku przyszłości.

Jak pamiętamy – w tym samym duchu prowadził dialog z młodymi całego świata kolejny wychowanek wadowickiego gimnazjum – Karol Wojtyła. On w pięknym Liście do młodzieży z 1985 roku pisał, że największym bogactwem, jakim dysponuje młody człowiek, jest sama młodość; młodość, którą warto przeżyć w sposób mądry, piękny i odpowiedzialny! Pragnę więc serdecznie życzyć, by to wadowickie liceum wydawało nadal ludzi mądrych, pracowitych, a nade wszystko uczciwych, którzy będą – jak św. Józef Bilczewski i Sługa Boży Jan Paweł II – chlubą naszej Ojczyzny, Kościoła i świata.


Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego. Wszystkie prawa zastrzeżone.