Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

¦w. Józef Bilczewski

ks. Edward Staniek


Rysy portretu Józefa Bilczewskiego


Rozpocznę od przytoczenia słów ucznia ks. Bilczewskiego z roku 1888: „Spośród katechetów z mojego pobytu w Gimnazjum wysuwa się na czoło ks. dr Józef Bilczewski, który /.../ zapisał się trwale w naszej pamięci. Już swą zewnętrzną postacią ujmował i budził szacunek. Kiedy do nas przyszedł, miał zaledwie lat trzydzieści. Był to nader piękny mężczyzna. Wysokie czoło znamionowało rozum, w dużych niebieskich oczach widniała łagodność i dobroć. /…/ Idealizm ks. Bilczewskiego i jego doskonała umiejętność obcowania z młodzieżą wyryły mi się najwięcej w pamięci”1. Tak pisał Karol Korta, uczeń Gimnazjum św. Anny w Krakowie w latach 1888-1896.

Mam podać szkic portretu św. Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego. Uczynię to sygnalizując kilka jego rysów.

Miłość prawdy


¦w. Józef Bilczewski

Pierwszym z nich to umiłowanie prawdy. Wyraził to jasno w dniu swej konsekracji na biskupa. Mówił do swych kapłanów: „Jeśli mam dusze swoją przed Wami otworzyć, to wyznam, że po otrzymaniu łaski kapłaństwa jednej tylko rzeczy pożądałem na ziemi: katedry świętej teologii, po niej zaś już tylko szczęśliwej śmierci w celi zakonnej”2. W tych słowach ujawnił pewien żal, że musi zrezygnować z katedry świętej teologii na rzecz pracy pasterskiej w diecezji.

Józef pragnął wędrować drogą doskonalonych metod naukowych w stronę najwyższego szczytu, na jaki może się wznieść ludzki rozum, a jest to szczyt świętej teologii. Na nim bowiem kończy swą naukową wędrówkę rozum i wchodzi w przestrzeń prawdy objawionej, która dotyczy Boga i bogactwa, jakie On przekazał w Tradycji i Piśmie Świętym. Dziś przy teologii skreślono słowo „święta”, by ustawić ją w szeregu wszystkich innych nauk. Tymczasem ona sięga tak daleko, jak daleko może to uczynić rozum, a gdy on dotyka granic swoich możliwości, wkracza aktem wiary w rzeczywistość cudu, niedostępną dla rozumu. Ona jest studium nad prawdą tysiące razy bogatszą niż tylko ta, jaka jest dostępna dla rozumu. Józef Bilczewski o tym wiedział, bo w tej prawdzie żył i nieustannie ją poznawał.

On traktował naukę jako drogę poznawania prawdy. Wyraził to w dniu przejęcia władzy Rektora na Uniwersytecie we Lwowie. Powiedział wówczas: „Każdy krok, który czynią naprzód nauki, jest zwycięstwem prawdy nad błędem, światła nad ciemnością. O, ludzie wiedzy, nie gorszcie się, że Kościół przede wszystkim woła o świętość, podczas gdy Wy wielkim głosem światła przyzywacie. Hasła te bowiem nie wykluczają się, ale dopełniają wzajemnie. /…/ Kościół i cywilizacja winny iść zawsze w parze”3. Prawda dostępna rozumowi i doświadczeniu jest tylko cząstką rzeczywistości, jaka istnieje. Objawienie otwiera jej horyzonty, których poznawanie będzie trwało wieczność.

Umiłowanie prawdy wzywało Bilczewskiego do nieustannego doskonalenia warsztatów naukowych badań. Miał podejście historyczne i ten wymiar prawdy szczególnie go interesował. Kiedy w Rzymie wszedł w katakumby, został nimi oczarowany. Napisał do Rady Wydziału Teologicznego UJ w Krakowie: „Od pierwszej chwili ujrzałem, że katakumby są nie tylko miastem umarłych i sanktuarium pierwotnej sztuki chrześcijańskiej, ale biblioteką, której pisane, rzeźbione i malowane – autentyczne pierwszych czasów – dokumenty, rzucają światło na życie, hierarchię i rząd pierwotnego Kościoła i zawierają lapidarną tradycję naszej wiary, a w niej i z nią znaczną liczbę naszych dogmatów” 4.

Ks. Józef Bilczewski napisał pracę habilitacyjną poświęconą prawdzie odsłanianej przez archeologię5 oraz bardzo cenne, w swoich czasach pionierskie studium: Eucharystia w świetle najdawniejszych pomników piśmiennych, ikonograficznych i epigraficznych (Kraków 1898). Został do śmierci wierny swej pasji historyka odkrywającego prawdę o starożytnym Kościele i bogactwo tradycji, która ją przekazuje.

Warto dodać, że w poszukiwaniu prawdy cenił zarówno metody jej poznawania i przekazywania, jak i ilość wiadomości. Opanował te umiejętności i korzystał z nich do końca życia. Mądrość to sztuka poznawania prawdy, oraz sztuka jej przekazywania. Bilczewski doskonalił jedno i drugie. Odkrył to w Wadowicach. Posiadał wyjątkowe zdolności lingwistyczne. Opanował języki: polski, niemiecki, łacinę, grekę, francuski. W późniejszych latach włoski, ukraiński, ormiański, dodajmy, że z domu wyniósł język wilamowian, który był dialektem niemiecko-flamandzkim z czasów średniowiecza. Opanowanie tylu języków wymaga pracowitości i czasu. Tu wyłania się drugi rys portretu Józefa Bilczewskiego, a jest nim docenienie czasu i sztuki jego wykorzystania.

Odkrycie wartości czasu


Czas jest wartością przemijającą. On jest w naszych dłoniach do dyspozycji jedynie „teraz” w chwili obecnej. Za moment już go nie mamy. Stracony, przemija bezpowrotnie. Bilczewski to odkrył w Wadowicach i udoskonalił w czasach studiów. Dokonał tak wielu dzieł, że to zdumiewa. W ciągu dwu lat, pracując jako duszpasterz w Mogile, zaliczył wszystkie egzaminy, napisał doktorat i obronił. Podobnie było z habilitacją. Materiał zebrał, będąc w Rzymie i w Paryżu, a pisał ją, będąc wikariuszem w Kościele Wszystkich Świętych w Krakowie i ucząc w Gimnazjum św. Anny.

Jego dni były świetnie zorganizowane i to od młodości. Obowiązkowy i punktualny, co budziło uznanie i szacunek oraz duże zaufanie do niego, nie tylko gdy był kapłanem w krakowskiej archidiecezji, ale również, gdy pracował na Uniwersytecie czy sterował archidiecezją lwowską. Takie wykorzystanie czasu sygnalizuje mentalność matematyka, który umie posługiwać się zegarkiem. Dla niego to nie tylko narzędzie wskazujące godzinę, ale przede wszystkim pozwalające obliczyć, jak wiele w tej godzinie można zrobić.

Umiejętność doboru ludzi


¦w. Józef Bilczewski

Trzecim rysem portretu jest umiejętność szukania wartościowych ludzi. Józef Bilczewski oceniał innych po środowisku, w jakim żyli. Kiedyś jako profesora Uniwersytetu zapytano go o opinię co do jednego z kandydatów na biskupa. Wymienił jego plusy, ale zaznaczył, że nie zawsze uważa na dobór towarzystwa16. Znane są przysłowia: „Z jakim przestajesz, takim się stajesz”, oraz „Swój swojego znajdzie”. Zdumiewa zestaw ludzi, z którymi sam Józef Bilczewski miał do czynienia, i serc, z których czerpał wielkie wartości.

Zawsze szukał wartościowych ludzi, a los mu w tym pomagał. W Krakowie spotkał ks. Albina kardynała Dunajewskiego7 (+ 1894), któremu bardzo zależało na wysokim poziomie Uniwersytetu Jagiellońskiego i na doskonaleniu nowej kadry. Wzrok jego padł na Józefa Bibę jako alumna i młodego kapłana. Pomógł mu w podjęciu studiów i wspierał drogę jego badań naukowych w Rzymie.

Na Uniwersytecie Jagiellońskim Bilczewski spotkał prof. Kazimierza Morawskiego, historyka literatury łacińskiej, który należał do znawców literatury łacińskiej na światowym poziomie.

Drugim był prof. Stefan Pawlicki, zmartwychwstaniec, który nie tylko prowadził wykłady z filozofii na najwyższym poziomie, ale w kawiarni w Rynku w Krakowie, siedząc przy kawie, gromadził wokół siebie ludzi szukających prawdy. Te spotkania były w jego wydaniu drugą katedrą dostępną dla każdego, kto się chciał z nim spotkać9.

Kolejna postać to Józef Sebastian Pelczar, dziś już święty po kanonizacji, profesor Bilczewskiego, a następnie sąsiad, bo Sebastian był biskupem Przemyśla.

Wspominam z lat krakowskich tylko te trzy nazwiska, jest ich znacznie więcej, bo to profesorowie, którzy decydowali o drodze naukowej Józefa Bilczewskiego. On ich cenił, a oni jego.

Kiedy przybył do Rzymu, spotkał Giovaniego de Rossi, profesora archeologii chrześcijańskiej, który kładł jej fundamenty jako nauki. To wielka sława. Traktował Józefa Bilczewskiego nie tylko jako swego ucznia, ale i przyjaciela. Prawa ręka tego profesora, to Józef Wilpart, następca G. de Rossi, pochodzący z Wrocławia, z nim też Bilczewski utrzymywał bliski kontakt.

Zastanawiałem się, na czym polegał sekret wykładów J. Bilczewskiego. Studenci byli nimi oczarowani. Kiedy dowiedziałem się, że on był w Paryżu i tam spotkał L. Duchesne10, zrozumiałem natychmiast, że pod jego wpływem udoskonalił warsztat wykładów. Kiedyś przeczytałem jego Historię Kościoła Starożytnego i byłem oczarowany sposobem przekazu. Dokładnie tak, jakbym czytał Qvo Vadis Sienkiewicza. W pierwszym momencie myślałem, że to literacka fikcja. Mój profesor polecił mi lekturę dwu Historii Kościoła napisanych w pierwszej połowie V wieku. Okazało się, że L. Duchesne czerpał z nich w stu procentach, przekazując wiadomości pięknym językiem.

Biskup Bilczewski spotkał również papieży tej klasy co Leon XIII, który był specjalistą od inteligencji oraz od spraw społecznych. Po nim spotkał św. Piusa X, specjalistę od duszpasterstwa parafialnego, człowieka wielkiej pokory i umiłowania prawdy. Ten święty papież nazwał Bilczewskiego „jednym z najlepszych biskupów świata”1. Zetknął się również z Benedyktem XV, prawnikiem, i Piusem XI, który w latach wojny z bolszewikami był legatem w Warszawie. Materiał, jakim dysponujemy, jest słabo opracowany. Każde z tych spotkań wymaga studium i trzeba je odczytać w oparciu o dokumenty. Trzeba na to wielu lat. Ludzie, jakich spotykał i wybierał, mieli duży wpływ na krystalizowanie portretu naszego bohatera.

¦w. Józef Bilczewski

Miłość drugiego człowieka


Z okazji beatyfikacji Józefa Bilczewskiego w Krakowie jedna z sióstr szarytek, Jadwiga Broszczakowska, podzieliła się swoim przeżyciem. Miała 9 lat i jako sierota przebywała w zakładzie prowadzonym przez siostry w Paryżu. Nawiedził je ks. arcybp Józef, a one wskazały mu tę małą Polkę. Przytulił ją, jak ojciec i powiedział: „Nie zróbcie temu dziecku krzywdy”12. Zapamiętała to do śmierci. Dostrzegła w nim swego ojca i tak go traktowała do końca życia, a umierała, mając 90 lat.

To jedno z wielu wydarzeń w jego życiu, w których otwiera swe ojcowskie serce dla potrzebujących pomocy i ciepła autentycznej miłości. Znali go i cenili jako ojca wszyscy. On zaś chciał być z biednymi nawet po śmierci i dlatego zrezygnował z grobowca na cmentarzu zasłużonych Polaków, a poprosił o grób na cmentarzu komunalnym. Grób był otoczony pamięcią. Znaki tej pamięci, kwiaty lub świece, przynosili nie tylko katolicy, ale wszyscy, którzy pamiętali jego otwarte ojcowskie serca.

Zachowały się listy ks. Bilczewskiego do arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, który we Lwowie był głową Kościoła Greckokatolickiego13. Jest w nich dokumentacja działań arcybiskupa Bilczewskiego na rzecz dobra wszystkich poranionych w konflikcie, jaki się tam pojawił w dwa dni po ogłoszeniu granic odrodzonej po zaborach Polski. Znamy los „Orląt” - w Wadowicach jest ulica Lwowska, która uobecnia tamte wydarzenia. Bilczewski był po stronie każdego zagrożonego człowieka i uczynił tyle, ile było w jego mocy, aby niewinni nie byli aresztowani i traceni. Znał mechanizmy wojny i uważał, że winna być ona w rękach mundurowych, czyli żołnierzy, a niewinni ludzie świeccy ani z jednej, ani z drugiej strony frontu nie powinni cierpieć. Zginęło wówczas wiele osób. W ciągu roku Kościół Lwowski stracił około 90 kapłanów. Ks. abp Józef odważnie wstawiał się za zagrożonymi Polakami i Ukraińcami. Wzywał arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, aby nie poprzestawał na słowach, ale podejmował działania. To piękna karta jego życiorysu.

Ten rys odsłania nam jego podejście do Ewangelii. Promieniował nią przez całe życie. Wyniósł to z rodzinnego domu. Wiedział, co zawdzięcza rodzicom. Tata był obecny na konsekracji biskupiej we Lwowie. Gdy wszyscy podchodzili, aby nowemu biskupowi złożyć gratulacje i wyrazić swój szacunek, On podszedł do taty i pocałował go w rękę. To było piękne kazanie nowego biskupa na temat ewangelicznie rozumianego IV przykazania Dekalogu. Zapamiętali je wszyscy uczestnicy ceremonii. Tak wraził swój szacunek i miłość do swego ojca.

O ojcowskiej miłości św. Józefa Bilczewskiego można mówić wiele. wydobycie wszystkich jego działań pełnych miłości, to zadanie dla pokolenia naszego i następnych. Zmarł w 1923 roku, jest już pięć lat po kanonizacji, a wiele dokumentów świadczących o tym, kim był, i jak wielka miłość sterowała jego życiem, wciąż jest nie opracowanych.

Mistrz równowagi


Zwracam uwagę jeszcze na jeden rys, a jest nim genialna równowaga ducha. Przyszło mu żyć i pracować we Lwowie, czyli na terenie wielu napięć narodowościowych: Ukraińcy, Polacy, Rosjanie, Ormianie, Żydzi. Drugim źródłem napięć były wyznania: katolicy, grekokatolicy, prawosławni, protestanci, Ormianie. To był teren sejsmiczny o niezwykle głębokich szczelinach, a nawet przepaściach. Józef Bilczewski, wiedząc, że ma przed sobą głównie chrześcijan, z wyjątkiem procentowo niewielkiej, ale o dużym znaczeniu, grupy Żydów, postanowił odwołać się do ewangelicznej miłości. Według niego nad wszystkimi szczelinami a nawet przepaściami można wznosić mosty. W imię wspólnego „Ojcze nasz…” jak i w imię przykazania miłości łącznie z miłością nieprzyjaciół. Był wielkim realistą. Nie domagał się nawróceń. Uważał, że trzeba szanować każdego człowieka i każde wyznanie. Jest jednak w Ewangelii wiele możliwości współpracy i współżycia. To jego klucz do wszystkich napięć o charakterze narodowym i ówczesnego ekumenizmu. On pod tym względem jest pionierem. Jedność w tak podzielonych środowiskach buduje życie według Ewangelii, a nie dyskusje i odwoływanie się do praw.

Ponieważ mostów nie było, on często nad przepaściami dzielącymi ludzi i środowiska przerzucał liny i nie tylko chodził po nich, ale z idealną równowagą ducha tańczył na nich. Jeśli nawet w jakimś momencie zbyt mocno się uniósł, potrafił odzyskać równowagę w ciągu kilku godzin i przeprosić za podniesiony ton głosu14. Trzeba znać tamte sejsmiczne tereny. One ujawniły swe wielkie wstrząsy w latach drugiej wojny światowej. Arcybiskup oglądał ten wielki rozlew krwi na tamtej ziemi już z domu Ojca niebieskiego. Kochał zarówno Ukraińców, jak i Polaków. Jego koncepcja jedności w oparciu o miłość była tysiące razy piękniejsza niż ta, budowana na krwi niszczonych Polaków. On miał na uwadze szczęście każdego człowieka, bo takie jest podejście w Ewangelii.

Podkreślam ten rys jego portretu, bo on jest stosunkowo rzadko spotykany. Układy polityczne, ekonomiczne, społeczne, ekumeniczne w jego koncepcji winny być twórcze, a nie niszczące. Dokumenty, jakie zostawił w trosce o wychowanie młodego pokolenia oraz w trosce o budowę środowiska żyjącego w zgodzie i miłości nie straciły nic z aktualności. Dawka Ewangelii, jaka jest w nich obecna, czyni je wartościowymi i w naszych czasach. Niewielu jednak chce wejść na drogę twórczego budowania jutra w oparciu o miłość. Wizja Bilczewskiego została porzucona. Zapłacono za to wielką cenę. Jeszcze większą zapłacą kolejne pokolenia.

Kończę rysy portretu Józefa Bilczewskiego, naszego absolwenta. Krótki czas zadecydował, że nie podaję następnych, a są nimi: głęboka i żywa wiara oraz umiłowanie Kościoła Chrystusowego w jego dynamizmie historycznym, sprawiedliwość pełna przebaczenia, zdumiewająca mądrość i dalekowzroczność, umiar i odwaga.

Wybrałem te rysy portretu, ponieważ były one kształtowane w środowisku do jakiego należymy. Ono w roku 1938 wydało kolejnego człowieka o podobnych rysach portretu, jest nim Jan Paweł II. Takich ludzi potrzeba. Niech to środowisko będzie szkołą wielkich charakterów. Niech rośnie galeria jego wychowanków, którzy kochają prawdę, znają wartość czasu, znają się na ludziach, szanują każdego człowieka i umieją twórczo uczestniczyć w pajęczynowych układach współczesnego świata.


Źródła


  1. Perkowska U., Młodość i lata krakowskie Józefa Bilczewskiego, w: Bł. Józef Bilczewski Arcybiskup Lwowski Obrządku Łacińskiego. Kraków 2003, s. 146.
  2. Tamże s. 140
  3. Urban W., Sługa Boży Józef Bilczewski. Arcybiskup-Metropolita Lwowski 1860-1923. Wrocław 1977, s.15.
  4. AUJ. Pismo ks. J. Bilczewskiego do Rady Wydziały Teologicznego UJ, Rzym 17 III 1888, za U. Perkowska. Młodość i lata krakowskie Jozefa Bilczewskiego w: Błogosławiony Józef Bilczewski Arcybiskup Metropolita Lwowski obrządku Łacińskiego. Kraków 2003. s 144.
  5. Bilczewski J., Archeologia chrześcijańska wobec historii Kościoła i dogmatu. Kraków 1890.
  6. Urban W., dzieło cyt, s 25
  7. Janczak S., Dunajewski A., w; Encyklopedia Katolicka. Lublin 1983, t, IV. s 348
  8. Sawa R., Morawski K., w: Encyklopedia Katolicka. Lublin 2009, t, XIII. s 270
  9. Jest wiele dowcipnych opowiadań związanych z jego nazwiskiem. Kiedyś w kawiarni zasłabł jeden z klientów. Pawlicki powiedział: Proszę wezwać księdza. Ktoś mu przypomniał, przecież profesor jest księdzem. Odpowiedział: „Zaiste”. I udzielił mu rozgrzeszenia.
  10. Kosecki B., Duchesne Luis, w: Encyklopedia katolicka. Lublin 1983 t. IV. s 304.
  11. Urban W., dzieło cyt. s 19
  12. S. Jadwiga Tokarska, szarytka, była świadkiem tej wypowiedzi.
  13. Nieznana korespondencja Arcybiskupów Metropolitów Lwowskich Józefa Bilczewskiego z Andrzejem Szeptyckim w czasie wojny Polsko-Ukraińskiej 1918-1919. Opracował Wołczański J., Lwów-Karków 1997.
  14. Świadczą o tym listy kierowane do A. Szeptyckiego

Strona internetowa powstała w ramach projektu "Mecenat Małopolski", który jest realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego. Wszystkie prawa zastrzeżone.